piątek, 24 lutego 2012

Marszałkowska bez MDM-u

No, może nie całkiem bez, ale w każdym razie bez typowych, sztandarowych budynków MDM-owskich.

Znana chyba wszystkim księgarnia na rogu Marszałkowskiej 74 i Hożej 29/31, uwieczniona zresztą zdaje się
w "Czterdziestolatku". Przedwojenna kamienica "Pod Husarzem" zamieniła się we wcale nie najgorszy blok-kamienicę
- może tylko ten daszek nad najwyższą kondygnacją jest, powiedzmy, średnio estetyczny.

Ten mega-znany budynek to oczywiście Marszałkowska 82, czyli pierwszy nowy budynek powojennej Marszałkowskiej
- Żyletkowiec Leykama, pierwotnie siedziba Ministerstwa Hutnictwa, a dziś budynek mieszczący Sąd Rejonowy.
W czasach PeeReLu w przyziemiu mieściła się dwupoziomowa Centralna Składnica Harcerska, z efektownym,
przynajmniej jak na tamte lata, jeżdżącym modelem kolejki elektrycznej PIKO.
I oczywiście każdy (wiekowy dziś) chłopiec pamięta wieczne kolejki, żeby te kolejki kupić ;)

Coś nieco starszego, czyli doskonale również znana kamienica Taubenhausa na Marszałkowskiej 72/róg ks. Skorupki 1.
Jej bliźniaczka wojny nie przetrwała - dobrze, że chociaż tę jedną odbudowano. Podobno wiślano-bałtycki neogotyk ;)

Kamienice pod adresem Marszałkowska 62 (lewa) i Marszałkowska 60 (prawa strona) wyglądają oczywiście inaczej
niż przed wojną. Tę spod numeru 62 zrównano z poziomem MDMu (minus jedno piętro) i pozbawiono dekoracji,
zaś tę spod 60 zmieniono, albo raczej wybudowano fasadę od początku, dostosowując ją do MDM'owskiego stylu.

Na koniec tej krótkiej wycieczki kamienica przy Marszałkowskiej 58 (lewa) oraz Marszałkowskiej 56 (prawa).  
Ciekawostką jest fakt, że rozbudowę (nadbudowę) pierwszej z tych kamienic rozpoczęto w 1939, a ukończono
w obecnym kształcie już po wojnie. Ostatni budynek to nieznacznie na szczęście przebudowana po wojnie kamienica
Kohna, z przedwojennym kinem Imperial w oficynie, i pierwszym powojennym kinem (obecnie teatrem) Polonia.

Dodatek nadzwyczajny - Er podrzucił linkę do artykułu w stołecznym wydaniu GW nt. Marszałkowskiej,
w którym to wydaniu zamieszczono obszerny list czytelnika. Na pół strony drugiej w wydaniu papierowym! Gratulujemy!

23 komentarze:

  1. A gdyby tak wyrównać chodniki, wyremontować fasady i zamiast kasetonów dać neony? A na parterach bloków i kamienic zamiast banków i szmateksów urządzić bary / kwiaciarnie / cukiernie / sklepy? Tak żeby Marszałkowska zaczęła tętnić życiem nie tylko gdy mieszkańcy aglomeracji warszawskiej przesiądą się z WKD do komunikacji miejskiej? Wiem, wiem, wieeeeeem... Za dużo bym chciał. Ale nerw mnie szarpie gdy widzę jak Marszałkowska wygląda teraz a jaka była na zdjęciach sprzed 4 dekad i we wspomnieniach mojego ojca i śp. babci...

    OdpowiedzUsuń
  2. akurat na odcinku Wilcza-Marszałkowska są 3 bary, kwiaciarnia, cukiernia i kilka prawdziwych sklepów. no i trędy teatr. chodniki parę lat temu wyrównane i z lekka zdizajnowane.
    - miasto pełno gębo!

    ale i tak tłum kłębi się w CH Sparta oraz CH Zło Te Tarasy...

    zmieniając temat na łaskawszy: kamienica Kohna zawsze była moja ulubiona.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Sebik - po pierwsze kto i za co miałby to zrobić? Po drugie - tzw. "życie" dawno wyniosło się do CH, o których wspomina Er i ewentualnie - turystyczne - na Starówkę i ewentualnie Krakowskie Przedmieście. Nawet bardzo przecież elegancki Nowy Świat jest już ledwie wspomnieniem swoich dawnych lat. Zobacz zresztą na pasaż Wiecha czy Chmielną - ich czas już minął.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam mieszane uczucia, niespecjalnie mnie 'bierze' ta kamienica-blok.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ikroopko - bo ona jest straszliwie zapuszczona. Poza tym, to głównie mój sentymentalizm wziął górę nad czystą (!) estetyką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ajemaju, ja to wię ale pomarzyć chyba jeszcze wolno :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ marz sobie do woli, byle bez szarpiących nerwów ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Za dużo byś chciał. Mało kto kupuje teraz kwiaty, w kawiarniach zimą nie idzie wytrzymać w ogródku, a w środku.... Polacy chyba jednak wolą piwo od kawy nad czym ubolewam niezmiernie, do cukierni też mało kto zagląda (połowa Polski na diecie - patrz: za dużo piwa).
    Mnie bardziej brakuje księgarni z ogródkami i przede wszystkim ludzi. Dziś człowiek boi się odezwać do obcego człowieka, bo "obcy" potrafi się tym tak przerazić, że zaraz ucieka a już na pewno nie pogada. Dlatego ludzie wolą centra handlowe, tam nie trzeba interakcji społecznych. Sama mam fobię społeczną, ale też nie czuję się osamotniona. W tym kraju smutnych ludzi łatwo można się nią zarazić od przypadkowego przechodnia. Może to jakiś wirus?

    Trochę kawiarń jest w bocznych uliczkach, ale w środku siedzą smutni ludzie i drętwe naburmuszone kelnerki. Trzeba się naprawdę zmusić, by wejść do środka ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kamienica Taubenhausa - cegły użyte do budowy pochodzą z Kawęczyna, z cegielni Kazimierza Granzowa. O losach Grancówki z ul. Kawęczyńskiej chyba nie muszę przypominać? :-(

    OdpowiedzUsuń
  10. to co, emigrujemy do dalekich krajów gdzie ludzie są weseli, czy przestajemy się nabzdyczać na miejscu?

    OdpowiedzUsuń
  11. @Wisien - możesz przypomnieć, bo widzę z mapki że czyta nas spore grono osób spoza stolicy :)

    @Lav & @Er - ja się nie wybieram na emigrację, as long as za granicą wcale nie jest (na co dzień) weselej. Sporo jeżdżę i to nie do kurortów turystycznych, więc mam niezły przegląd. Doceniam to, co mam, a jeśli marudzę, to po to, żeby było lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. I te doklejanki do rożnych kamienic, też pomysł. A balkony na pierwszym zdjęciu, ot cały peerel.
    Ceglasta kamienica super się prezentuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ładna, prowincjonalna, opustoszała ulica.

    Pozdrawiam
    Wiekowy Chłopiec

    :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety Marcinie - masz recht. W sobotę ok. południa - puściuteńko na ulicach. A kiedyś ciężko było się przepchać przez ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bywam tam często po pracy, około 18 - zagęszczenie materiału ludzkiego w dni powszednie niewiele przewyższa weekendowe...

    A same okolice darzę wielką sympatią - tu kupowałem pierwsze kasety (Avix), tu wpieprzałem zapiekanki, kupowałem ubrania i przybory szkolne... ech. Łza się.

    OdpowiedzUsuń
  16. No właśnie - ja z tej sentymentalności strzeliłem księgarnię, którą - obok księgarni na Koszykowej - darzyłem wielką sympatią. Podobnie zresztą jak całą Marszałkowską na tym odcinku - między placem Konstytucji i Rotundą.

    OdpowiedzUsuń
  17. ***ironia****
    tak dopowiadam, jakby co ;-)

    zgadzam się, z Twą opinią co do joty.
    rzeczywistość wygląda tak, że Polacy nie różnią się od ludzi.
    oczywiście zachodzi staromarksistowsie zjawisko bytu kształtującego świadomość:
    w krajach najbogatszych odsetek osób wyluzowanych będzie większy, ale to nie zmienia faktu o Polakach stereotypu w nich samych istnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam.
    W dawnych czasach (kiedy byłem uczniem) Warszawa była moim ulubionym miastem, byłem w stolicy kilka razy (może nawet kilkanaście) i zawsze mi się podobało...
    Miałem swoje ulubione ulice i zakątki...
    Niestety z biegiem czasu coraz mniej mi się podobało. Przestałem tam jeździć. W tej chwili nie mam zdania na temat miasta Warszawy, za słabo ją znam, a chyba bardzo się zmieniła od tamtej pory.
    Może kiedyś ponownie sobie zrobię małą wycieczkę w kierunku Warszawa...?
    Ciekawy blog, pozdrawiam... :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Chętnie zajrzę nie raz :) do Ciebie. Lubię 100licę i ciekawam jej wciąż ogromnie.
    pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapraszam serdecznie, choć nie samą stolicą (i nawet jej okolicą) żyję :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Z sentymentami nie dyskutujemy:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwaga językowa. "Żyletkowiec Leykama, oryginalnie siedziba Ministerstwa Hutnictwa". Po polsku powinno być "pierwotnie", "początkowo". Owszem, po angielsku jest "originally", ale co z tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga. Anglicyzmom mówimy zdecydowanie paszoł won!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...