środa, 25 kwietnia 2012

Praha. Kamienice (1)

Były już praskie dworce kolejowe (i to dwa), był plac Wacława, no to czas na pierwszą odsłonę kamienic.
W odróżnieniu od naszej stolicy, z czeską (czy czechosłowacką) II wojna obeszła się wyjątkowo łaskawie.
Skoro kamienice - obok kościołów, pałaców i zamków - stanowią mój ulubiony temat - i są tu w ilościach hurtowych,
a jedna ładniejsza od drugiej, no to czas na prezentację. Kościołów i pałaców zresztą też mnóstwo, i też będą :)

Ponieważ materiału sporo, to nie ma przebacz, i muszę go podzielić na części. No to - zaczynamy!








8 komentarzy:

  1. Kamienice piękne, bardzo przypominają mi niektóre wrocławskie,no,może są nieco większe.

    Przy okazji - coś Szczygła Mariusza czytałeś?
    bo on nieco wyjaśnia,dlaczego Czechom udało się stolicę zachować, a nam nie.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To zacne miasto i kamienice też niczego sobie.
    Kiedyś czytałem Szczygła nałogowo, mogę z czystym sumieniem polecić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczygła czytałem, a jakże, i to nie jedną pozycję, a choć czechofilem nie jestem, to czeską i słowacką historię znam dobrze i ich oportunistyczne podejście do rzeczywistości (bardzo zresztą mitologizowane przez nas, o czym zresztą Szczygieł też wspomina) w pewnym stopniu podzielam. Zwłaszcza, że jak to przy oportunizmie bywa, owoce tej filozofii są imponujące! Nie mówię tu tylko o budynkach, ale przede wszystkim o ocalonych ludziach. W takich wypadkach honor słabszego niestety legnie w gruzach, razem z ciałami...

    OdpowiedzUsuń
  4. język podobny, ale różnice historyczne ogromne.
    zresztą po części stąd, że Czesi pierwsi urządzili powstanie - w 1618, i przegrali tak, że nie było co zbierać.
    W tych czasach Polacy i Litwini zdobywali Moskwę i zwyciężali trzykrotnie liczniejsze armie. nie dziwota więc, że doświadczenia pokoleniowe odmienne ;-)

    poza tym i Czesi, i Słowacy mieli antyniemieckie powstania w końcówce IIWŚ. Słowacy przegrali, Czesi przegraliby gdyby nie to, że skończyła się wojna.
    więc znowuż nie przypisujmy straceńczej fantazji wyłącznie Polakom :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak daleko w historię to bym nie szedł, bo powinniśmy się cofnąć jeszcze 200 lat, kiedy się Hus z papiestwem wadził, bo choć akurat wtedy to (głównie) Czesi byli górą, to przez dwa kolejne wieki wadziło to katolikom (Austrii głównie), i skończyło się jak się musiało skończyć. Znaczy rzezią w imieniu najwyższego, jak zwykle.

    Powstania antyniemieckie to już w ogóle inna bajka, nieporównywalna z niczym u nas, bo primo - powstanie słowackie '44 w państwie satelickim Rzeszy (a nie okupowanym), a po secundo - Słowacy dostali solidne wsparcie sowieckie, choć musieli też toczyć bratobójcze walki z tisowcami. A i tak przegrali - tyle dobrego, że ze stratami w sumie mniejszymi przez te dwa miesiące, niż przez pół dnia dnia Powstania Warszawskiego...

    Czterodniowe powstanie w Pradze to już w ogóle jest nieporównywalne z niczym u nas, skoro nawet własowcy przyłączyli się do Czechów, byle nie trafić do łagrów - tyle, że tutaj w żadnym wypadku nie przypisywałbym Czechom 'straceńczej fantazji', tylko czystą kalkulację pomieszaną z błędnymi informacjami i właśnie oportunizmem (który obiektywnie rzecz biorąc, należy docenić).

    OdpowiedzUsuń
  6. Zarówno "Gottland" jak i "Zrób sobie raj" są bardzo ciekawe, choć różne zupełnie. A ten oportunizm Szczygieł przedstawia także w takiej codziennej, życiowej formie (przy okazji podpisywania Antykarty przez Jiri Korna) jako efekt pewnego rodzaju nie tylko strachu co, eee, niefrasobliwości.

    OdpowiedzUsuń
  7. No własnie, u nas oportunizm kojarzy się raczej źle, a przecież i jak widac, owoce może wydac niezłe;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja Szczygła jeszcze nie czytałem... może już niedługo przeczytam...
    A Praga jak zawsze - piękna.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...