poniedziałek, 3 września 2012

Kórnik

Lato minęło niestety, witaj szkoło, i takie tam - znaczy czas wrócić do epistolo-fotografii.
Ostatnie wpisy skończyłem zasadniczo na Wielkopolsce, więc rozpocznę wrzesień klasykiem nad klasykami -
Kórnik nieortodoksyjnieortograficzny zawsze mi się podobał, a że jest znakomicie utrzymany, to miło się go ogląda.

Słońce świeciło tradycyjnie nie tam, gdzie powinno, no ale co tam - widok ogólny zamku bardzo znany...


...i zakrzaczony do niemożliwości...


...w środku fotografować zasadniczo nie bardzo można - znaczy teoretycznie można, ale czy można ze statywem,
to już nikt nie był nam w stanie powiedzieć, bo właściciel zamku (PAN) nie doprecyzował tego w regulaminie.

W każdym razie kilka zdjęć z wnętrza z ręki jest - szumią mocno, ale skoro na zewnątrz było światło w oczy,
to i Sala Mauretańska może trochę poszumieć, skoro ma takie schody z biblioteczką na górze...




...pojeździliśmy trochę w filcowych kapciach, jak za starych dobrych czasów, podziwiając znane obrazki...


...i nieco mniej znane, choć nie mniej urodziwe, eksponaty...



...wkoło zamku jest kilka oficyn, równie fotogenicznych jak sam zamek...



...a tutaj mamy mapkę i białego Harleya...


...na kórnickim rynku mamy zwraca uwagę neobarokowy ratusz, odbudowany wiek temu...



...i jeszcze na koniec (neo)gotycki kościół parafialny pw. Wszystkich Świętych i jego historia...


19 komentarzy:

  1. Przy kolejnej dłuższej wizycie w Poznaniu to też mam w planach. Serio były filcowe kapcie? Trzeba było im zrobić zdjęcie, na nową akcję GTWB jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były, a jakże. Ale jeszcze śmieszniej było w pałacu Raczyńskich w pobliskim Rogalinie, bo też były kapcie, a wnętrza niemal kompletnie puste, a posadzki - wedle słów przewodniczki - całkiem nówki sztuki. Widać Wielkopolanie lubieją tradycję kapciową ;)

      Usuń
  2. we wczesnej młodości obwieziono mnie "szlakiem piastowskim" (Kórnik included) 3 razy w ciągu 3 lat, i miałem letki przesyt. ale teraz pozwiedzałbym znów. zwłaszcza, że inaczej się patrzy - np. na oficyny itp. ;-)
    np. to coś z mapą i motorem - super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz - jażembył w Kórniku z ćwierć wieku temu, jak nie lepiej, więc miło było sobie przypomnieć. A wnętrza super, i warto było wydać parę złotych. Do tego samo miasteczko też niczego sobie.

      Usuń
    2. Odnośnie tego, co pisze Er: mam taki lekki wyrzyg na Żelazową Wolę. Widocznie nastąpił o tej jeden raz za dużo...

      Usuń
    3. Miałem tak z Wilanowem, Łazienkami i Starówką. Czas leczy rany. Wystarczyło 15 lat i znów z przyjemnością zjawiam się w Wilanowie +-2 razy w roku.

      Usuń
  3. Wstyd się przyznać, ale Wielkopolski to ja prawie wcale nie znam.
    Pozdrawiam.
    O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też znam bardzo średnio, dlatego jak była okazja, to postanowiłem odwiedzić parę miejsc :)

      Usuń
  4. Świetna relacja. Chyba trzeba wybrać się za swoje tereny i odwiedzić po latach Wielkopolskę.
    Pamiętam te miejsca jak przez mgłę z uczniowskich wycieczek. I przy ul. Prowent 4 w Kórniku urodziła się Wisława Szymborska :) Pewnie będzie jakieś muzeum niebawem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, urodziła się, ale muzeum jeszcze zrobić nie zdążyli. W ramach zachęty powiem jeszcze, że było wyjątkowo mało turystów - tłumy, jakie pamiętam, to widocznie tylko w roku szkolnym.

      Usuń
  5. Zzewnątrz pałac nie wygląda na zadbany...

    Nie wiedziałem, że te białe parawaniki w sali mauretańskiej się kończą, a nad nimi jest antresolka. Fajny pomysł.

    W krakowskich sukiennicach się szczycą, że już nie każą zakładać filcowych kapci.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zadbane jest nawet zielsko dookoła. Pardą - arboretum.
    A kapcie nas rozbawiły przednio, więc nie marudzilim :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A stateczkiem po jeziorku popływałeś? Zacny spacer po wodzie - pamiętam:)
    Czy w muzeum wciąż każą papcie nakładać? Coś obrzydliwego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cototonie - ja na stateczki wszelkie mam alergię nieuleczalną. Toleruję tylko promy. A papucie są oldskól, aż miło ;)

      Usuń
    2. Zaiste:) żeśmy się ślizgali po posadzkach oldskólowo, ale zdejmowanie, z wzięciem tegoż kapucia do ręki - przemilczę !
      Wspomniałam o pływaniu (też nie przepadam) bo cudna jest wizja na miasteczko z jeziora.

      Usuń
    3. Kapciuchy były zadziwiająco czyste, za to do pływania stateczkiem nie namówią mnie nawet najlepsze widoki ;)

      Usuń
    4. Oj tam, przekonałabym Cię!
      Ja też mówiłam,że nie wejdę na wieżę widokową (mam lęk wysokości), a wlazłam. Też mówiłam, że się bojam:) płynąć, a popłynęłam. Trza łamać lęki - wszak kapcie też wzięłam do ręki (a mam schizę w tej kwestii ogromną) !
      Azali wżdy - pozdrawiam i już nie męczę tematu!!!
      a przede wszystkim -
      Zdjęcia ładne i z przyjemnością wspominam !

      Usuń
    5. Azali wżdy lęków nie posiadam, jeno pływanie stateczkiem nudzi mnie tak śmiertelnie, że dawno temu obiecałem sobie niewchodzenie na żaden pokład, inny niż promowy, o ile będzie to zależało od mojej woli. Za dużo razy byłem na ekskursjach po różnych stolycach, z obowiązkowym rejsem po pięknej skądinąd rzece, przepływającej przez daną stolicę. Naprawdę, za trzecim razem można z nudów paść, a z takiego stateczku nie ma ucieczki ani nawet przechowalni/bunkra do schowania się... I niestety, znowu mnie kolejny taki rejsik firmowy czeka - na samą myśl już mi niedobrze ;)

      Usuń
  8. Kiedyś byłem, ale wieki temu... Ładnie.. Trzeba wrócić w te rejony... :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...