piątek, 5 kwietnia 2013

Wrocław bajnajt

Skoro rzekło się A, jak Ostrów Tumski, to trzeba powiedzieć i Be - jak bajnajt.

No to zaczynamy z wysokiego Ce, jak Akademia Muzyczna na placu JP II...


...natenczas gwałtowny zwrot na prawo - i mamy fontannę z rzeźbą walczących...


...ewentualnie samą rzeźbę bez fontanny...


...czas już iść na Rynek, ale po drodze mamy jeszcze ukwiecony światłem Plac Solny...


...i wreszcie cel podróży - Rynek i Ratusz, z samotnem przechodniem w stanie spoczynku...


...Wrocław - I'll be Bach!

32 komentarze:

  1. Sprzątnęli już tę piaskownicę na Solnym? :)

    Może na lodowisko przerobili? Dwa dni swego czasu polowaliśmy na wrocławskie krasnale :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym to ja wiedział - to kolejna odsłona archiwów, czyli dawno i nieprawda.

      Usuń
  2. O, na widok Wrocka ja nigdy nie mówię "be" tylko "cacy" - tyle razy już byłem w tym mieście a za każdym razem odkrywam coś nowego. Nie to co ta nudna i brzydka Warszawa, w której nie ma zabytków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko prowda minus cegły, wywiezione do stolicy.

      Usuń
    2. O, zwłaszcza te cegły;)

      Usuń
  3. ten ostatni obrazek znam. zaraz, zaraz... aha. z zeszytów w PRLu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Widać utkwił mi w underświadomości ;)

      Usuń
    2. Też znam te zeszyty, chyba musieli ich nadrukować na zapas.

      A, i pamiętam jeszcze czasy, jak plac JP2 nazywał się placem 1V.

      Usuń
    3. I tak dobrze, że nie np. Feliksa Zygmuntowicza. W końcu hamerykańskie święto ;)

      Usuń
  4. Kiedyś znowu tam będę, kamienną pupę walczącego zobaczyć. :]

    OdpowiedzUsuń
  5. pocztówkowe fotografie:) a będzie ciąg dalszy alfabetu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. De jak - kto wie? Z Wrocka (już/jeszcze) nie, ale jest tyle pięknych miejsc w kraju i zagranicą. Stolica na przykład.

      Usuń
    2. Czy będzie ChLASt - czyli Chala Ludowa Albo Stulecia?

      Usuń
    3. Pewnie będzie, ale jeszcze nie tą razą. Byliśmy we Wrocku cały jeden dzień (i noc), nie dało się obskoczyć wszystkiego. Jeszcze tylko jakaś fajna oferta noclegowa i dłuższy weekend z dobrą pogodą, i ponownie nawiedzimy Wrocław.

      Usuń
    4. A propos oferty noclegowej we Wrocławiu, potrafilibyście coś polecić? Może być na "priva".

      Usuń
    5. Ano właśnie nie. Czesamy oferty netowe - trafiają się czasem fajne i rozsądne cenowo miejscówki. Polecić mogę jedynie booking.com w celu sprawdzenia opinii o hotelach i niektórych apartmą.

      Usuń
  6. Wrocław - miasto z problemem tożsamościowym.

    Nie wiedzą, czy w rozmowie z Niemcem po niemiecku (i Anglikiem po angielsku!) mówić Breslau, czy Vrots-whaff. Jednoczą się "przeciwko Warszawie, która zabrała" to i owo, a gdy to czasem uda im się odzyskać, to o tym od razu zapominają (widać, jakie to było dla nich ważne ;) ). Krzyczą o cegły, które sami (tzn. ich ojcowie/dziadkowie) ochoczo "pozyskiwali". No, ale wtedy oni ni byli tutejsi, a teraz już są. Jednocześnie mieszkańcom Warszawy, których rodziny sprowadziły się do Warszawy mniej więcej w tym samym czasie, kategorycznie odmawiają "tutejszości". Twierdzą, że są bardziej europejscy, bo... mają bliżej kilometrażowo do Pragi i Berlina.

    Dosyć to wszystko zabawne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może lepiej nie zaczynajmy przypinać łatek, bo się zacznie kto miał dziadka w jakich wojskach i od którego pokolenia mieszka w danym miejscu.

      Usuń
    2. Nie przypinam nikomu łatki, jedynie streściłem kilka spraw, o których sami wrocławianie pisują w internetach :)

      Dla mnie oczywiście nie liczy się, od ilu pokoleń dana osoba mieszka w danej miejscowości, a to, co ta osoba sobą reprezentuje i jak się do tego miejsca, które wybrała, odnosi.
      Choć trzeba przyznać, że śmieszy mnie, kiedy (niektórzy, podkreślam) potomkowie osób sprowadzonych do Wrocławia po 1945 zarzucają brak korzeni potomkom osób sprowadzonych do Warszawy po 1945, sami powołując się na tradycję Wrocławia. Czy to już można nazwać hipokryzją?

      Usuń
    3. jestem za. uogólnienia prowadzą na manowce.
      (aczkolwiek ciekawym przedmiotem badań archeologii miejskiej jest zgłębianie stanu umysłów ludzi z Ziem Pozyskanych. ja na ten przykład, gdy poznam kogoś takiego, mam chęć dociekać z jakich stron naprawdę pochodzi. i czasem to robię ;-) ).

      btw, czy jest jeszcze neon "dobry wieczór we Wrocławiu", jeden z tych niekomercyjnych neonów PRLu?

      Usuń
    4. Przepraszam za post pod postem.

      Er napisał "z jakich stron naprawdę pochodzi".

      A co to znaczy "naprawdę pochodzi"? Czy jak ktoś ma rodziców i dziadków urodzonych we Wrocławiu, a pradziadków, którzy przyjechali tam w młodym wieku, to nie pochodzi "naprawdę" z Wrocławia? Czy wszystko, co po 1945, to "na niby"? Wracając do Warszawy - czy "prawdziwym warszawiakiem" może być tylko ktoś, kogo dziadkowie/pradziadkowie przyjechali do Warszawy najpóźniej 31 VIII 1939 o 23:59? Rozumiem, że fakt przeżycia tu okupacji niemieckiej wiele wnosi do zżycia z miastem, ale czy na aż tyle pokoleń? Czy może ludzie, którzy zasiedlali Wrocław po 1945 natychmiast się z nim zżywali, a ci, którzy zasiedlali Warszawę - nie? Jeśli faktycznie tak było, to co mogło to powodować?

      Nie sugeruję żadnych odpowiedzi, jedynie stawiam kwestię i podkreślam, że jest bardziej skomplikowana, niżby się wydawać mogło.

      No to może Kraków - tam dużo mocniej podkreśla się "rodowitość prawdziwych krakusów", "tradycję wielusetletniego miasta", ale to "przeżycie okupacji" przez dziadków/pradziadków w Krakowie było dużo mniejszym "wyczynem", "osiągnięciem", niż w Warszawie czy Wrocławiu. Dodając do tego fakt, że miasto, które w 1939 liczyło 260 000 mieszkańców, a teraz 760 000 fizycznie nie może składać się w większości z tych "rodowitych" (w znaczeniu "sprzed 31 VIII 1939"). A jeszcze uwzględniając (od strony demograficznej) wymordowanie miejscowych Żydów, to tych "rodowitych Krakusów" jest chyba tyle, co "rodowitych warszawiaków". A jednak w Krakowie daje się dużo bardziej odczuć to rozgraniczenie. Czyżby zatem większość tych "rodowitych Krakusów" to były farbowane lisy?

      I nie przyklejam nikomu łatki, tylko piszę, jak to wygląda z moich i moich znajomych spostrzeżeń oraz ze statystyk.

      Na pewno jest to bardzo ciekawy i rozległy temat.

      Usuń
    5. Temat tyle ciekawy, co rozległy i niejednoznaczny. Do hejterów i zwolenników 'czystości rasy' z dowolnego miasta żadne argumenty i tak nie przemówią, a losy każdej rodziny są skomplikowane i ciekawe jednocześnie. Ile ludzi, tyle historii. Na marginesie, o czym wszyscy wiedzą, ale lubią zapominać - tak z Warszawy, jak i wielu innych miast większych i mniejszych, zniknęła niemal w całości ludność żydowska. To też przecież byli przedwojenni mieszkańcy.

      Proponuję jednak nie napędzać się wzajemnie inwektywami typu 'farbowane lisy', bo nie od dziś wiadomo, że najbardziej gorliwi są neofici.

      Usuń
    6. Absolutnie i tylko 'Wrocław", tak przynajmniej mnie uczyli swego czasu Niemcy.
      Co prawda, to byli erefenowscy Niemcy, to dawno było, nie wiem co by na to enerdowscy powiedzieli, bo dla nich nawet Kraków był Crakaeuem;(

      Usuń
    7. Bardzo ciekawie się Wam tutaj, Panowie, rozmawia na temat.
      Ja tam całe zycie czuję sie krakowianka mieszkająca we Wrocławiu i wcale mi nie przeszkadza w tym, że mój ojciec urodził się i wychował w przedwojennej Warszawie, a mama w Tarnowie, a do Krakowa zjechali obydwoje już po wojnie.
      Krakusem się jest z ducha, niekoniecznie tylko z pochodzenia, patrz na artystów różnej maści:)

      Usuń
    8. Postaram się nie rozpisać za bardzo :)

      Swego czasu była dyskusja, "jakiej nazwy Wrocławia używać w kontaktach z Niemcami, jakiej z Anglikami" i na serio podnoszona była kwestia, że "Breslau" nie, bo się źle kojarzy z II Wojną Światową. A z kolei "Wrocław" Anglikom może nic nie powiedzieć (no, to przynajmniej jakiś merytoryczny argument).

      Na szczęście z Warszawą nie ma(m) większych nazewniczych problemów: po angielsku Warsaw, po niemiecku (gdybym umiał szprechać) Warschau (i wcale nie mam oporów, by jej używać mimo II WŚ), po węgiersku Varsó, po francusku Varsovie. Jedynie z Turkami miałem na początku mały problem, bo nie kumali, co to jest "Warsaw", ale jak powiedziałem, "Warszawa", to zrozumieli, bo po turecku to jest "Varşova" ("ş" czyta się jak "sz").

      Nieco śmieszy mnie odgórnie zadekretowane (sic!) używanie w oficjalnych materiałach po angielsku nazwy "Krakow" zamiast starej angielskiej "Cracow", coś tam słyszałem, że magistrat Krakowa chciał ujednolicić przekaz i być bardziej rozpoznawalny. Gratulacje! To tak, jakby materiały reklamowe dla Polaków zachęcały "Odwiedzajcie Dresden / Vilnius / L'viv (a może nawet i Львів?) / Paris / Viennę". No to przecież byłby bełkot.

      Uff, to wszystko było tylko do pierwszego postu Ikroopki :)

      Ikroopko, a nikt nigdy Ci w Krakowie nie sugerował, że jesteś "nie do końca rodowitą" krakowianką? Serio, ciekaw jestem, bo ja się raczej spotkałem z twierdzeniami, że tylko "x pokoleń wstecz na Rakowicach" to prawdziwe Krakusy. Bo to, że we Wrocławiu każdy jest "naprawdę skądś indziej", to powszechnie wiadomo, i chyba każdy tam przeszedł dawno nad tym do porządku dziennego.

      No i nie udało mi się nie rozpisać :)

      Usuń
    9. hmm. jeszcze gwoli wyjaśnienia do końca - mnie korzenie mieszkańców Ziem Pozyskanych nie interesują ze względu na chęć udowodnienia jego "kundlizmu" ;-)
      to po prostu ciekawe zagadnienie historyczno-socjoligiczne, tak jak korzenie Amerykańców, z których co drugi (biały) ma włosko-irlandzko-żydowsko-słowiańsko-jakie tam jeszcze.

      Usuń
    10. Hrabio, nigdy i przenigdy, może dlatego, że i w Krakowie nie wszyscy byli Krakusami z dziada pradziada, a może nie miałam w swoim otoczeniu aż takich snobów?
      :)
      No i babcię już wtedy miałam na Rakowicach..

      Usuń
  7. Już nie mogę doczekać się takich wieczorów, ciepłych i z aparatem w dłoni. Super wyszło.

    A odnosząc się do powyższej dywagacji.
    Dziś prawdziwych górali już nie ma... :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Zwolennicy Darwina mogliby wysunąć argument, że krzyżowanie 'ras' jest korzystne dla gatunku, więc skoro historia zafundowała nam takie wędrówki ludów, to może jest w tym wyższy porządek?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...