środa, 26 lutego 2014

Środa, środa, co by tutaj...

...dać letniego... wiem! Będą hot hatche, choć nie do końca, bo hot, ale (raczej) nie hatch.
A przy okazji dowód, że czasem trudno odróżnić fotę z komórki od lutrzankowej...



...i druga 'para', od zadka...



...kto, na pierwszy rzut oka odgadnie, które z powyższych zdjęć było robione komórką? No dobra,
Wy odgadniecie, boście wprawieni, ale tzw. 'przeciętny zjadacz chleba' - mowy nie ma, żeby zgadł.

Mamy w zanadrzu jeszcze dwa auta z trawnika w Kanesie...



...i przeklikujemy do centruma w Monaku, gdzie jeszcze większy (=droższy) wypas...


...można nawet se coś kupić, ale akurat nie mieliśmy przy sobie drobnych...


...i jeszcze fota z jadącego auta, wedle kasyna (nieoficerskiego)...


...na koniec coś normalniejszego, czyli żona (to on miał żonę?) Jasia Fasoli w swoim żywiole...


21 komentarzy:

  1. My sądzimy, że drugie :-)

    Jakby mnie było stać na takie auta, to stać by mnie tez było na parkowanie (zdj. 5 i 6) oraz myjnię (zdj. 7).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugie, ale co?
      PS. Nie wiem, czy byłoby Cię stać na eko-myjnię, czyli zamówienie deszczówki.

      Usuń
  2. Na przedostatnim te auta jakoś dziwnie: jedno stoi w poprzek, dwa jadą na czołówkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One tam raczej stoją pod kasynem na takiej samej zasadzie, jak u nasz w mieście - 'mam merca/bmw/audi* więc staję jak mi się podoba i co mi zrobisz?'

      Usuń
  3. Ujdą; kupię jakiś mojej sprzątaczce, jak znajdę drobne.

    A co do foto - znam ludzi, posiadających megazajebiaszczewypasione lustrzanki, którymi robią zdjęcia, wyglądające niczym dogorywająca, dziesięcioletnia komórka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten mały niebieski jej kup, to po wreszcie będzie mogła jeździć Twojej rezydencji zamiast biegać te kilometry w te i nazad ;)

      A co do komórek i fot komórkowych - ja tam je lubię i zdają egzamin dopóki światło jest sprzyjające.

      Usuń
  4. Bo w aparatach najważniejsze tkwi między uszami ;)

    Nie wiem czemu uważa się, że jak samochód drogi, to powinien być czysty? Jak się coś często używa, na przykład dojeżdżając tym do pracy, to ma prawo się pobrudzić, a na myjnię, wiadomo, w sobotę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między uszami? I brzegiem pucharu? ;)

      Co do czystości to tu mam po niemiecku - stać Cię na samochód, to stać Cię na myjnię. A na marginesie - nie wiem czy to zasada, czy ja miałem szczęście, ale obijając się tu i ówdzie po Zachodzie Jewropy brudny samochód zwykle oznaczał emigranta.

      Na 'zachodzie' mają o tyle łatwiej, że drogi są co do zasady czystsze niż u nas. I żeby było śmieszniej, w takich Niemczech czy Szwajcarii wcale nie tak łatwo namierzyć ręczną myjnię, obsługiwaną zresztą co do zasady przez emigrantów.

      Usuń
    2. Po niemiecku to pewnie tak, ale tu połowa to na radzieckim gazie pewnie jeździ ;)

      Usuń
    3. Radzieckim? Nie wiem, czy gaz ma termin przydatności do spożycia, ale 'radziecki' to by musiał mieć lekko ze dwie dekady ;) Ja oczywiście abstrahuję od Polski, czy szerzej - ex-demoludów, bo przy tym poziomie zarobków do kosztów, to dziwne że w ogóle się ktoś jeszcze myje ;)

      Usuń
    4. zawstydziłeś mię. jestem emigrantem. ale gdy pojadę do Cannes, to, obiecuję, wypucuję furmankę.

      Usuń
    5. Sprawdzone wielokrotnie, że jak się umyjesz 'na granicy', to potem dwa tygodnie można przejeździć 'na czysto' ;)

      Usuń
  5. Jak starym, to czystym, jak nowym, to brudnym, zeby sie w oczy sasiadom nie rzucal:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ciekawa koncepcja. Akurat takie skromności nie leżą specjalnie w naturze naszych zachodnich sąsiadów. Tudzież Szwajcarów. Nie wiem, jak z Francuzami, bo z nimi niewiele miałem do czynienia, ale też bym się skromności nie spodziewał. Raczej tumiwisizmu, podobnie jak u (większości) Włochów. Tyle, że oni (jak zwykle!) mają łatwiej niż my, którym zawsze wiatr w oczy i brud na karoserię. Można się tylko pocieszyć, że na wschód od nas jest jeszcze gorzej.

      Usuń
  6. Niestety, na razie smy tu, a sasiadow sie nie wybiera;
    Nie zebym sie chwalila, ale jak sie ostatnio przesiadlam na nowszy model, to sasiadka nie klaniala mi sie ze trzy tygodnie:-(
    Wole przykurzonym jezdzic, w tych granicach:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ee tam, dla sąsiadki sobie życia nie poprawiać? :)

      Usuń
    2. A czemu się nie chwalić? Kradzione czy za swoje? No właśnie. Sąsiadów i rodziny się nie wybiera, ale polskiemu piekiełku mówimy zdecydowanie - raus!

      Usuń

    3. Iv, poprawiac, ale w oczy nie rzucac:-)

      I am I, mowic nie trzeba, pozostajac jednakowoz realista...

      Usuń
    4. No wiesz, jam realista co się zowie, ale złe przyzwyczajenia narodowe trzeba tępić!

      Usuń
  7. Parę lat temu w Lignano we Włoszech spacerując obok mariny między bardzo ładnymi willami - zachwycaliśmy się samochodami, stały takie z najwyższej półki. Ba, stało nawet Lamborghini ale pokryte hotelowymi prześcieradłami - syn się wkurzył bo te szmaty jak określił psują mu zdjęcia - auto miało polskie tablice rejestracyjne...cóż Polak lubi się wyróżniać...inni nie byli przykryci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wyróżnienie za pomocą prześcieradła ;) Po prostu przyzwyczajenie z lat minionych, gdzie na podwórkach naszych miast wszystkie auta stały oplandekowane.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...