środa, 10 grudnia 2014

Wiedeń kamieniczny

Poprzednią razą prezentowałem śliczny wiedeński Belwederek, to dziś dla odmiany będą kamieniczki, i to zasadniczo zza Ringu, czyli powiedzmy w skrócie - poza ścisłym centrum miasta. Miejsca będą więc raczej mniej/nie znane szerzej, mi zresztą do tej pory również niekoniecznie ;-)

Zacznę od Prateru, ale tym razem samej ulicy Praterstraße, a nie parku zbytku i rozrywki, a jeszcze dokładniej z okolic Nestroyplatz'u - oto budynek post-żydowskiego teatru Nestroyhof-Hamakom...


...jak widać dyskusyjne nadbudówki to nie tylko nasza domena - proszę, naprzeciwko pod numerem 33 mamy budynek Alliiertenhof'u, czyli powiedzmy - Świętego Przymierza (tego z Kongresu Wiedeńskiego)...


 ...też nadbudowany bardzo średnio - mam nawet ujęcie z góry (i z boku), choć wiele więcej tu nie widać...


...tfu, paskudztwo, no nie? Na szczęście obok jest już klasycznie(j) - oto stuletni Fürstenhof przy Praterstraße 25 i jego alegorie z towarzyszeniem spatynowanej blachy...


...a teraz wracamy na poziom gruntu, za to zadzieramy główki - pod numerem 70 mamy orientalny sznyt Dogenhof'u, który ciężko objąć z dołu, za to z przodu w ogóle bez szans (tak, zielsko!)...


...po sąsiedzku, na hotelu Austria Classic, możemy poczytać sobie tabliczkę pamiątkową ku czci i pamięci Stanisława Wyspiańskiego (aus Krakau)...


...Krakau, Krakau i wykrakau - spójrzmy teraz pod nogi - zobaczymy tu liczne kamienie pamięci, znane m.in. z Berlina, poświęcone żydowskim ex-mieszkańcom tych kamienic...


...no dobra, starczy tego Leopoldstadt'u - przechodzimy cichaczem do śródmieścia Wiednia i tam przy ulicy Dominikańskiej mamy wcale solidną chałupkę z wieżą strzelniczą obserwacyjną..


...i znowu głowy do góry - nie lubię tych siatek, ale niestety inaczej się chyba nie da...


...spadamy z Innere Stadt'u żeby zajrzeć na chwilę tam, gdzie przywołany na wstępie Belweder, a konkretnie na róg Rennweg'u i Auenbruggergasse, gdzie na fasadzie narożnej kamienicy pysznią się rzadko u mnie prezentowane motywy płaskie, a nawet wypukłe, do tego prawiemonochromo...



...na koniec zaś proponuję powrót do tematyki żydowskiej, czyli jeszcze jedno spojrzenie do śródmieścia na klasyczne klasyki przy Judenplatz'u...


...i to chyba misię najbardziej widziało, choć wiem że to nuda, sztampa i styropian!

22 komentarze:

  1. Ten kamień pamięci poświęcony jest też lokalnym kawiarniom, co jest rzeczą słuszną! Kawiarnie są w ciele miasta ważnymi gruczołami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. "Nawet" Adolf w tym rewirze bywał ze sto lat temu nazad z okładem ;-)

      Usuń
  2. O, Vienna - dawno tam nie byłem. Dziwne miasto, najbardziej podobały mi się twory Hundertwassera i sznycle. Tort Sachera mocno przereklamowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat twórczość kolegi Stuwodnego nie bardzo, ale co do smaku tutejszych sznycli i przereklamowania tortu Sachera to się zgadzam w zupełności!

      Usuń
  3. jakieś przerośnięte miasteczko. "duży Tarnów" mówią na nie. nocowałem u arcybiskupa przy rynku. dziwne, że się nie zawaliło razem z pekaesami Franza Josefa. podobno dochodził tam pociąg z Warszawy.a tortu końcem kija bym nie tknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja niechęć do słodyczy jest już legendarna - chyba tylko w Radomiu skusiłeś się na ciacha, ale kudy tortu do rewelacji Radomskich. Bo skoro przerośnięte miasteczko, to czemu nie spączkowany Radom ;-)

      Usuń
    2. nie jadłem w Radomiu? dziwne, bo pamiętam, że bardzo głodny byłem i chyba jakoś musiałem temu zaradzić.
      pewnie w takich okolicznościach tknąłbym twarzą i torcik wiedeński...

      a bułeczkę z czekoladą (jak Alcest) na śniadanie zjadam.

      Usuń
    3. Wręcz abarot - Radom to pierwsza miejscówka, którą pamiętam, gdzie na słodycze (ciacha) się skusiłeś. Ale fakt, były pycha!

      Usuń
    4. ach. znów mam problemy ze zrozumieniem słowa napisanego. chyba pora na rehabilitację w Domu Starego Aktora w Skolimowie.

      Usuń
    5. Dzień bez tabliczki czekolady i co najmniej dwóch batoników dniem straconym.

      Usuń
    6. @Er - a masz akredytację do Skolimowa? Mnie się zawsze podobał Tytusowy "Dom pracy twórczej niedzielnych krytyków komiksów" ;-)

      Usuń
    7. @Marcin - ehem, to może nie specjalnie dobre miejsce na takie pytania, ale co na to Twoje kiszki osobiste? ;-)

      Usuń
    8. Ale że co ma być żle niby?

      Usuń
    9. Jam nie lekarz ani nawet dietetyk, ale tabliczka czekolady dzień w dzień, że o batonikach nie wspomnę... Ostry hardkor dla Twojego układu ;-)

      Usuń
  4. Ja też nie-tortowa. Jedyne, jakie mi zasmakowały to te z Batidy, po których chyba pierwszy raz od dzieciństwa mnie nie zemdliło:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jam też nie-tortowy zupełnie, ale dobrym słodyczom nigdy nie odmówię. A takie były w Radomiu, w odróżnieniu od Wiednia ;-)

      Usuń
  5. Bo to przecież moja ulubiona stolica i sznycel do tego, i piwko, i lody, ech wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to fajnie, że przywołałem takie smakowite wspomnienia :-)

      Usuń
  6. Kamienice, domy w Wiedniu są cudiwnie wiedeńskie! stare, ale zadbane i starzejace się ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre faktycznie są wspaniałe, ale akurat chciałem pokazać, że warto czasem baczniej się przyjrzeć, żeby oprócz smaczków dojrzeć także i niesmaczki ;-)

      Usuń
  7. Do Wiednia mi trzeba:) Ale te nazwy to okrutne maja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niemiecki język = okrutny język, szczególnie dla nas, wychowanych w duchu co najmniej niechęci do niego. Ale Wiedeń odwiedzić zawsze warto!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...