poniedziałek, 29 września 2014

Warszawa. Koło w komórce

A dokładnie słynne, cudne i opiewane wielokrotnie WSM Koło w barbarzyńskim plastikowym obiektywie komórki. No co zrobić, jak na rowerek ciężko zabierać lusterko ze szkłem i metalem?

Będzie więc współczesne profanum, letko wyblakłe dla uczczenia talentu małżonków Syrkusów, ich galeryjek, falek, dziurawych serków i... przedszkola. No to jedziemy, bez dalszego gadania...




...przedszkole jest na wypasie...




...ale budynki WueSeMu są jeszcze lepsze...




...tylko to zielsko wciska się wszędzie ;-)...


...aha, zdjęcia prawie gorące, bo z bieżącego miesiąca (ledwo, ledwo, ale jak na mnie to rekord ;-)

piątek, 26 września 2014

Wrocław z góry (I)

Jak wszyscy wią (a jak nie, to jest okazja się dowiedzieć) nie przepadam za zdjęciami "z góry", bo trudno nie popaść w sztampową sztampę. Ale skoro była okazja, i moje Szanowne Towarzystwo zamarzyło wjechać sobie na szczyt pokazywanej uprzednio Arch-Katedry, no to czemu nie miałem zatowarzyszyć?

Po drodze mamy widok dużo bliższy moim preferencjom - oto Katedralna sztrasse gdzieś tak z 3 piętra...


...no dopszszsz, wspinamy się mozolnie najstarszą windą we Wrocławiu, bo zeszłowieczną (cytuję pana windziarza ;-) i oto z tarasu widoki mamy tyleż sympatyczne co sztam - Piasek czy cóś...



...ktoś ma ochotę skleić panoramkę? Mam lekki skok w bok od powyższego, czyli mała lewizna...


...dla odmiany od widoków pomarańczowodachowo-zachodnioodrzańskich, rzut okiem na północ miasta, z pyszną dominantą kościoła św. Michała Archanioła na Ołbinie...


...skracam perspektywę i skręcam jeszcze bardziej - północny-wschód to Wyższe Seminarium Duchowne - no, zależy od czego wyższe, bo Archikatedral jednak patrzy na nie z góry ;-)...


...mały (!) odpoczynek od spraw duchow(n)ych, choć nie od pomarańczy, a nawet róży, czyli wracamy znowu na północ-północny wschód od Archikatedry - przed nami ciemni się bryła piekarni Mamut (mniam!) wraz z jaśniejszymi połaciami Zakładu Zoologii Ogólnej (brrr!)...


...patrząc z wieży katedralnej nie sposób ominąć wzrokiem kolegiaty świętokrzyskiej, widocznej także na wcześniejszych zdjęciach (nr 2 i 3 po prawej)...


...wyciągamy lufy zóma, i sięgamy m.in. po garnizonowy kościół św. Elżbiety...


...a dla lubiejących inaczej - nowoczesny niebotyk Skajtałer, jakby importowany i wstawiony copy-paste z jakiegoś portowego miasta dalekowschodniego...


...a na koniec tej części (bo będzie jeszcze druga), obrazek bardziej tradycyjny i minizagadka - co to?...


środa, 24 września 2014

Bratysława. Czerwony autobus*

Dawno nie byliśmy w Bratysławie. Parę lat się w sumie zebrało, więc jak się nadarzyła okazja, tośmy z przyjemną ością wstąpili. Na całe dwa dni. A co, jak szaleć, to szaleć! Cóż można powiedzieć - praktycznie nic się przez te lata nie zmieniło, co raczej można poczytać in minus, porównując choćby ze stolicą naszego pięknego kraju :-) Nadal jest fajnie, ale już nie tak fajnie, jak było kiedyś. Ot, życie, że tak głęboko pojadę filozofią podwórkową.

No dobra, czas wyjaśnić tytułową gwiazdkę*. Za czerwony autobus w tym odcinku udział weźmie głównie tramwaj, ale autobus też oczywiście będzie, a nawet połączenie jednego z drugim. Ba, lokalny wynalazek dla-turystyczny również wystąpi. Widać tutaj lubią kolor czerwony w komunikacji, no i dobrze, w końcu u nas też są czerwone. Autobusy i tramwa-a-aje...


...jak widać, tabor choć nienajnowszy, prezentuje się sympatycznie...


...ale bardziej widzą misie starsze modele, zwłaszcza w takich okolicznościach przyrody...


...niestety nie było czasu wybrać się samemu na tunelową przejażdżkę, więc w zastępstwie mrocznych ostępów podzamkowych, będzie szeroka panorama z zamkowej góry, z czerwoną komunikacją na UFO-moście...


...a teraz wystąpi ukryte czerwone wozidełko...


...które przy Instytucie Polskim widać nieco lepiej (dobra, to nieco inny model, ale funkcja identyczna)...


...a niżej mamy Prezidentský palác rokoko i - no cóż by to mogło być... - czerwony autobus trolejbus!...


...nawet reklama słoweńskiej słowackiej poczty musi być z tramwajem...


...i jeszcze jeden trolejbus (tego trochę zazdraszczam Słowakom)...



...a na koniec wystąpi tramwaj malowany, któremu musiałem się mocno przyjrzeć, żeby zrozumieć koncept - fajny pomysł na klimatyczną knajpkę - w środku jest drewniana ławeczka, jak w starych tramwajach...


...i choć Bratysława nas tym razem tak bardzo nie zachwyciła, jak za pierwszym razem (o czym jeszcze będzie okazja wspomnieć), to z pewnością warta jest odwie- i zwie-dzenia :-)

poniedziałek, 22 września 2014

Warszawa. BUW (II)

Jak wiadomo, lubię BUW - ten stary, i ten nowy, bo choć zupełnie różne, to oba miały to coś. Starego oczywiście od dawna już nie ma, ale nowy można sobie obejrzeć - na przykład u mnie...


...niestety, wstęp za te drzwi blokuje bramka i ochroniarz - w sumie dobrze, bo przecież to jednak jest biblioteka, więc cisza i skupienie zawsze w cenie ;-) No to co robić - wspinamy się na dach, bo to akurat wolno...


...skąd widoki są pyszne, choć pokazywane tysiąc i jeden raz...


...to mi się jakoś nie nudzą - nawet takie małe zagadki zakrzaczone...


...no to poniżej nie nadaje się na zagadkę nawet dla przedszkolaków...


...to zresztą też nie...


...oczywiście (Marcin potwierdzi), PeKiN także stąd widać...


...nie zapominajmy jednak, że to jest biblioteka, i niektórzy tu przyszli się uczyć...


...kiedy inni urządzają sobie pikniki dachowe...


...albo sesje fotonowożeńskie - tu akurat (przypadkiem!) uchwyciliśmy tragiczny moment, kiedy pan młody chciał pomóc fotografowi, i spowodował wysyp sprzętu z torby - współczujemy!...


...dzieje się, oj dzieje!

piątek, 19 września 2014

Włocławek ceglany

Dziś będzie mono-tematycznie, bo cegła i Włocławek, i prawie mono-chromatycznie, bo cegiełka wystąpi wyłącznie w kolorze klasycznym, choć oczywiście w różnych odcieniach.

Najsampierw wystąpi fronton stuletniego budynku I LO, dawniej Szkoły Handlowej...


...mamy w okolicy więcej sympatycznej cegiełki w stylu Ziemi Obiecanej - tu na przykład (zadyktowany niestety) sąsiad pokazywanego niedawno modernego Muzeum Kujawskiego...


...a także sąsiad sąsiada - placówka dydaktyczna - gimnazjum i liceum sportowe...


...hopsa nad Wisłę i mamy oto ogacony klimatyzacją budynek dawnej Fabryki Cykorii Bohma...


...wyżej solo, a niżej w towarzystwie "Czarnego Spichrza" vel Spichlerza...


...wracamy do miasta, gdzie między cegiełkami starszymi i nowszymi kościoła św. Witalisa, białkiem tynku i oranżem dachu świeci skrzydło tutejszego Wyższego Seminarium Duchownego...


...skoro jesteśmy z powrotem w centrum, to popatrzmy na zrewitalizowane mury fabryczne na ulicy Kilińskiego (kostki na szczęście nikt nie wymienił na baumę)...


...a na koniec całkiem nówka sztuka, choć w modnym od pewnego czasu kostiumie postindustrialu - Wzorcownia, czyli po prostu ex-fabryka włocławskiego fajansu...


...a więc tutaj są wszyscy (młodzi) mieszkańcy miasta ;-)

środa, 17 września 2014

Berlin. Od wschodu do zachodu

Dziś znowu post mniej typowy - po primo, (prawie) nie będzie architektury, chyba że ilustracyjnie. Po drugie - będą ludziska, i to większości strzeleni przeze mnie. Po trzecie - będziemy się poruszali zasadniczo wzdłuż jednej arterii, choć o kilku mianach - od Karl-Liebknecht Straße przy Alexanderplatz (tytułowy wschód) przez Schloßplatz na Wyspie Muzeów po (znowu tytułowe) zachodnie krańce Unter den Linden, pozostając cały czas we wschodniej części Berlina. Po czwarte primo - będą różne wozidła i jeździdła. No, i wreszcie po piąte primo - dziś jest 17. września, data bardzo wymowna, więc to kolejny powód, dla jakiego pozwoliłem sobie na ten wieloznaczny tytuł.

Uff, wstęp mam za sobą, więc podpisów do obrazków będzie już niewiele. Zacznę od nawiązania do ostatniego z powodów, zwłaszcza w konotacji z wydarzeniami, które nastąpiły 5 lat po przywołanej rocznicy...


...to była klapa z komórki, a teraz już normalne aparatusy rządzą, i pokazują nostalgię i/lub chęć zbicia kasy na resentymentach za DDRem (apage!)...


...to teraz coś lżejszego dla ócz - panna rowerżystka, czyli powód nr 2 i 4 (aż się kierowiec zapatrzył ;-)...


...a tu spieszący na interwencję policmajstry w swojej superkarze...


...dla odmiany mamy oficjalną wizytę z (bardzo) dalekiego wschodu, i to raczej nie przebierańców typu 'biały miś', bo wyszli byli z bardzo eleganckiego hotelu i po zrobieniu foty wsiedli do równie eleganckich limuzynek, podążając w kierunku bliżej (mi) nieznanem...


...jeszcze jeden resentymencik eNeRDowsko-DDRowski, tym razem w zestawieniu z lekko przysłoniętą zachodnią współczesnością motoryzacyjną...


...a po drugiej stronie ulicy natknęliśmy się na - hmm - gości wieczoru kawalerskiego?... uczestników grubszego zakładu?... kochających inaczej?... w Berlinie wszystko jest możliwe...


...tym sposobem dotarliśmy pod Bramę Brandenburską, którą dziś (bo mamy powód nr 1) zastąpi dzielnie wyciskająca pompki (bardzo ranną porą) Krabianka we własnej osobie i w barwach ochronnych...


...i tylko miejscowy wróbelek-Ele-Sperling-melek nie przestaje dziwić się światu ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...