środa, 28 stycznia 2015

Berlin. Unter den Linden*

Gwiazdkę * wyjaśniam od razu na początku - wszystkie pokazane w niniejszym poście miejsca są na Lipowej, ale niekoniecznie w sensie dosłownym, a raczej w jej linii, więc dla uproszczenia tak upraszczam ;-)

Zasadniczo dziś będzie odblask posta z września roku ubiegłego, a ponieważ wtedy było 'od wschodu do zachodu', to dla odmiany zaproponuję - no, powiedzmy - może od wschodu do zachodu?...


...miejscówka powyżej to szanowny Altes Stadthaus w słonecznych promieniach (po deszczyku), który zresztą nie jest taki specjalnie altes, bo ma ledwie stówkę z haczykiem, i jest młodsiejszy od sąsiedniego Czerwonego...


...schowanego tym razem za tramwajowymi drutami z kółkami zębatymi, które musiałem na zdjęciu mieć!

To może teraz jakiś krajowy akcencik - Experimental Polnisches Wirtschaft Institut...


...a zaraz za Szprewą stoi monumentalny (jak to w Berlinie ;-) gmach - uwaga! - Altes Museum...


...które najpierw było nowe, potem królewskie, żeby na koniec się zestarzeć. Co za los! Aha, te młodociane figuraski po lewej na górze sfociła dokładniej Krabianka, co już kiedyś pokazywałem.

Ja tymczasem pozostanę przy budynkach na Wyspie Muzeów - jeszcze raz Stare Muzeum, tym razem kopnięte (to nie ja - tak już było zanim przyszedłem, jak mawia nasz kot)...


...und kolejne starocie - Alte Nationalgalerie...


...też wcale nie takie znowu stare, za to zakolejkowane po gwizdek...


...a że ja się już w swoim życiu nastałem w kolejkach po wszystko, to dobrowolnie stać nie mam zamiaru. No to poszedłem dalej, i nie uwierzycie - na pobliskim Bebelplatz'u trafiłem na Die Alte Bibliothek...


...ta "komoda" przynajmniej jest dość stara, bo końcówkowo XVIII wieczna. To może w końcu coś młodszego się tu trafi? Robi się!...


...jak na zamówienie na rogu Unter den Linden i Schadowstraße stanęła chałupka z Muzeum Willego Brandta. Powyżej w moim ujęciu, poniżej w Krabiankowym, tym razem strukturalnie zdrowo kopniętym...


...tym samym dotarliśmy do zachodniego krańca Lipowej i miejsca, które zna każden wielbiciel Czterech Pancernych, że o psie, co się kulom nie kłaniał (i nie jeździł koleją) nie wspomnę...


...aha, dodam dla porządku że to powyżej to ujęcie z wysokości 1. piętra piętrobusa, a poniżej małe kwiprokwo, czyli wschód (słońca) na zachodzie (Lipowej), za to z bliska, i prawie bez ludzi...


...ale strzeżcie się - jeśli przejdziecie Bramę Brandenburską nawet w ubiorach maskujących, ale bez paszportu i dewiz, zostaniecie natentychmiast zawróceni przez frojlajny miejskie policaje...


...no to idziemy na wschód, bo tam musi być jakaś cywilizacja...


...sympatyczny Pan Ampelmann pokaże nam drogę powrotną...


...no to wracamy, skądśmy przyszli - tym razem to na wschodzie jest już zachód...


...nie martwcie się, Berlin jeszcze wróci, i to nie jeden raz!

12 komentarzy:

  1. Ze swojego ludzika w kapeluszu Niemcy uczynili wręz znak reklamowy - w sklepach pamiątkarskich są z nim różnego rodzaju suweniry - oczywiście, nie kupiłem żadnego, bo wolałem kupić płyty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, jeżely Pan pozwoly, i owszę. A dokładnie to Krabianka zanabyła sobie bluzę z tym ludzikiem.
      Swoją drogą, to podziwiam 'amerykańskie' podejście do tego tematu - ktoś zauważył, że ludzik ma sympatyczny przekaz co może mieć wartość merkantylną, zaryzykował - i proszę! W dedykowanym Ampelmannowi sklepie na Unter den Linden kłębił się spory tłum, a nie był to okres turystyczny. Czyli się udało, brawo dla nich.

      Usuń
    2. Ale ja nie mam nic przeciw - nawet się chwilę zastanawiałem nad czapeczką czy t-shirtem, ale ostatecznie się nie zdecydowałem. Natomiast jestem przeciwnikiem kupowania suwenirów nieużytkowych, tzw. durnostojek, które tylko przez chwilę wyglądają i robią wrażenie a potem latami kurzą się i głupio je wywalić, skoro się już je kiedyś tam kupiło. Jakieś figurki, barometry, muszelki z ciupagą itp - to nie dla mnie.

      Usuń
    3. A wiesz, że bym sobie nabył muszelkę z ciupagą i barometrem, bo nigdy takiej nie miałem. Poważnie!

      Wracając do adremu - marzyłoby mi się takie nasze stołeczne cóś, o co by się turysty 'zabijały' - bo nawet te pierdółki z Ampelmannem (wziąłem dla rodziny np. ołówki czy miętówki w pudełku) są dobrej jakości, i bez żenua można ich używać. Bluza zresztą też jest OK. A BTW - już nie pamiętam kiedy kupiłem jakąś płytę - ze dwa lata temu może, i to na koncercie? Nawet nie wiem, czy są jeszcze 'tradycyjne' sklepy płytowe, tzn. takie, które nie sprzedają mydła, powidła, skarpet i CD'ków?

      Usuń
    4. Mówisz o Dojczlandii czy w ogóle? Ja kupuję płyty zazwyczaj przez net, lubię mieć fizyczny nośnik. Czasem się szarpnę albo dostanę w prezencie coś bardziej deluxe, na przykład ostatniego Slasha na czerwonym winylu, fajna sprawa. A w D zakupy muzyczne robię w Shiturnie/MM. W zasadzie jedyny kraj, ze znanych mi, w którym sieciówki nie pożarły muzycznych sklepów, to Czechy.

      A w Warsaw City jest bardzo zacny sklepik w Arkadzie, tzn w podcieniach mostu (kogo czego) Poniatowskiego - pawilonik bodaj 66, pani wcześniej miała punkt pod Dworcem Centralnym, ale musiała się stamtąd ewakuować, jak jej przywalili czynsz. A wybór ma fajny, ceny przystępne, praktycznie wszystko da się zamówić.

      Usuń
    5. A, taki sklepik w podziemiach Centralniaka (przy wyjściu na Chmielną, niedaleko WKD) mi się przypomniał - dawno nie byłem, więc nie wiem, czy to ten, czy inny. Ale tak czy inaczej to maleństwo jest (było?) typu 2x2 metry.

      Płyt nie kupuję w ogóle, z małymi wyjątkami (koncerty), bo ci, którzy mnie interesują rzadko/niewiele wydają. Nie przerzuciłem się jeszcze na wydawnictwa elektroniczne, ale kto wie. Też lubię fizyczny nośnik, ale koszty zamawiania i dostarczania płyt głównie z USA w moim przypadku zaczynają być irracjonalne.

      Usuń
  2. Podoba mi się zdjęcie, na którym ktoś depcze trawnik przed Altes Museum.
    Na dwóch czy trzech innych zwraca uwagę egzotyczny zwyczaj nieparkowania na chodniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się podoba zarówno używanie trawnika, bo przecież po to w końcu jest (a nie, zapomniałem - po to są tabliczki 'nie deptać trawników', bo trawniki są przecież przeznaczone na psie goowna) - może to jeszcze nie Amerykanowo, gdzie się na trawnikach publicznych i prywatnych biesiaduje, ale zawsze jakiś plus.

      Aha, na chodnikach się nie parkuje, bo one są do chodzenia, a do parkowania są parkingi. As simple as that!

      Usuń
  3. podoba mię się ten teutoński klasycyzmus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przepadawszy, ale muszę przyznać że z dużą przyprawą zielska i ogólnym ordnungiem komponieren się całkiem zgrabnie.

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia, a bez ludzi wspaniałe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję! Co do ludzi, to niech będą, byle nie w ilościach tłumnych. Głupio byłoby chodzić po pustym mieście, no chyba że z samego rańca, zanim ciężko ranne wstaną zorze!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...