środa, 2 listopada 2016

Koło-brzeg

Nad naszym pięknym Bałtykiem nie byłem baaardzo dawno. Tygodniowy pobyt w sierpniu upewnił mnie, dlaczego nie ma to najmniejszego sensu, więc następnym razem będę tam pewnie za kolejne xx lat ;-)

Niemniej jednak, skoro już tam byłem, to zdjęcia zrobiłem - część komórką, część lustrem, tak mniej więcej pół/pół. Uwierzcie mi na słowo, że zdjęcia są zdecydowanie lepsze, niż samo miejsce jako takie ;-)

Zaczynam od widoków z miasta i jego nielicznych zabytków...




...muzeum wojskowe jest akurat całkiem fajne, przynajmniej dla mnie...




...parę stritspiritów, bo lubię...



...pociągi i samochody...




...a na koniec komórkowe landszafty plażingowe...




...'i to by było na tyle'!

50 komentarzy:

  1. O, i tu się nie zgodzę; oczywiście, wszystko zależy od oczekiwań, bo jak chcesz mieć słońce, upał i ciepłą wodę, to jasne, że to nie dla ciebie, ale jak chcesz mieć pogodę spacerową, wodę zimną i brak upału, to masz w banku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak jadę nad morze, to jakoś dziwnie wolę mieć ciepłą wodę i słońce. Nie oczekuję upałów, bo to północ kraju, ale też 5 deszczowych dni z 7 dni (a dwa pozostałe też nie nadające się do kąpieli, chyba że w piance) zdecydowanie przekracza moją cierpliwość ;)

      Usuń
  2. W Kołobrzegu byłem raz i to bardzo dawno temu. Były dni morza i wysłali mnie tam jako marynarza służby zasadniczej. Rozkaz to rozkaz. Miastu nie miałem czasu się przyjrzeć, więc zdałem się tu na Twój punkt widzenia (pstrykania). Podobają mi się takie uliczne zdjęcia, ale nie zawsze mam odwagę kogoś uchwycić. No chyba, że trochę tak po szpiegowsku, żeby mnie nie zauważono.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy się nie cykać cykać zdjęcia - facjaty przechodniów są i tak nierozpoznawalne, bo albo w ruchu albo na dalekim planie :)
      W Kołobrzegu jako takim byłem drugi raz w życiu - poprzednio jakieś dwie dekady temu z okładem, więc niewiele pamiętam. Natomiast nad Bałtykiem w innych miejscach bywałem kiedyś częściej, no ale jak widzę po dłuższej przerwie - niewiele się zmieniło - może tyle, że jest ogólnie czyściej.

      Usuń
  3. Wszystko zależy. Rok temu upały nad morzem były takie, że ludzie zabijali się o wolne miejsca. W tym roku sierpień był bardziej kapryśny, stąd entuzjazm turystów zmalał, co zrozumiałe.

    A w samym WheelShore byłem raz, jako dziecko, i niewiele pamiętam prócz smaku solanki. Tego się nie zapomina ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że dopuszczam do siebie prognozy pogody, ale z dwojga złego już chyba wolę deszcz niż tłumy na plaży. Czyli either way, to nie my way ;)

      Usuń
  4. Bo nad morze jeździ się we wrześniu :) Pogoda jeszcze jest dobra, dzień stosunkowo długi, mało ludzi i zazwyczaj brak korków na drodze. W sierpniu, to jak się lubi życie na krawędzi, pełne ryzyka i niebezpieczeństw ;)
    A landszafty piękne. Z pewną zazdrością zerkam na te proste horyzonty, u mnie niemal zawsze wychodzą krzywo. Mam teorię, że to od stania na piasku. Stoi się na krzywym, to i się krzywo robi zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto może nad morze we wrześniu, to może - ja niestety nie ;)

      A proste horyzonty - kwestia wprawy i ewentualnej korekty w obróbce :)

      Usuń
    2. No tak, to zmienia postać rzeczy ;) W Kołobrzegu nie byłam, mam miejscówkę w innej części Wybrzeża i od dobrych kilku lat jeżdżę tam regularnie. Zwykle poza sezonem (czerwiec, wrzesień, październik), ale dwa razy pojechałam też w sezonie i myślę, że kolejny raz raczej bym zrezygnowała, niż jechała tam w wakacje. Więc w sumie się nie dziwię, że następny wyjazd planujesz za xx lat (chociaż być może z innych powodów, niż moje).

      Z pewnością :) Czasem je prostowałam, ostatnio staram się też zwracać na to uwagę, żeby już się dalej z tym nie bawić, ale prawda jest taka, że od paru lat zdjęcia robię głównie komórką i przede wszystkim jestem podglądaczem cudzesów ;) To tylko hobby, jedno z wielu, więc nie mam ciśnienia na pełną poprawność techniczną. Za to mam sporą frajdę w oglądaniu zdjęć innych, zwłaszcza, jeśli trzymają piony ;)

      Usuń
    3. Ja z kolei wybitnie rzadko jeżdżę drugi raz w to samo miejsce. Może tak będzie w tym roku, ale jeszcze nie wiem :)

      Zdjęcia w tym poście też są częściowo z komórki - te landszafty z zachodzącej słońcem plaży na przykład. Niemniej jednak zdjęcia muszą podobać mi się samemu, nawet jeśli to tylko moje hobby ;)

      Usuń
    4. Ma to swoje zalety, tak samo, jak jeżdżenie w znane miejsca. Ja mam takie 3 miejsca, które są oswojone i bez odwiedzenia których rok jest nieważny. Trochę tak, jak Wigilia bez śledzia, czy Wielkanoc sałatki warzywnej. Przepraszam, że tak niedyskretnie, ale nie jeździsz w te same miejsca, bo lubisz poznawać nowe, czy nie widziałeś jeszcze takiego, do którego chciałbyś wrócić?

      Wiem, poznałam po podpisie "komórkowe landszafty" ;) Jeśli ktoś ma dobre oko i wyczucie, to myślę, że ciekawe zdjęcie zrobi wszystkim. ...chyba, że nie umie obsłużyć aparatu. W moim przypadku 2 razy, zdjęcia z gatunku "czy może pani nam zrobić zdjęcie?". Wstydliwa sprawa.

      Usuń
    5. Lubię poznawać nowe miejsca, to zdecydowanie najważniejszy powód. Czasem, choć jak wspomniałem bardzo rzadko, wracam do 'starych' miejscówek, ale to faktycznie wyjątek :-)

      A co do sprzętu - oczywiście, że jest ważny, zwłaszcza przy słabym oświetleniu, bo przy dobrym to byle komórka wystarcza.

      Usuń
  5. Jasne :) Ja lubię nowe miejsca, ale lubię też dobrze poznać te, w które jeżdżę. Czasem po prostu jeden wyjazd to za mało.

    Ale dobry sprzęt nie zagwarantuje ciekawego zdjęcia. Dobre technicznie, jak najbardziej, tyle że to czasem trochę za mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktem jest, że trudno na jeden raz zobaczyć miejsca typu Paryż ;)

      A co do sprzętu - oczywiście prawda, do tego trzeba go jeszcze umieć prawidłowo obsłużyć. I z drugiej strony - do amatorsko-hobbystycznych zdjęć nie potrzeba profesjonalnego sprzętu ;)

      Usuń
    2. Zaraz Paryż, wystarczy Kudowa i okolice ;) Dolny Śląsk to chyba jeden z najciekawszych rejonów w Polsce.

      Prawidłowa obsługa dotyczy również sprzętu amatorskiego ;)

      Usuń
    3. Dolny Śląsk jest cacy! Inne rejony kraju zresztą też niczegowate :)

      Prawda, prawidłowa obsługa sprzętu to podstawa BHP ;)

      Usuń
    4. A to już kwestia gustu. Dla mnie są rejony fajniejsze i mniej fajne. Np. Podlasie przyrodniczo jest piękne, ale ma zbyt tragiczną historię, żebym chciała tam często jeździć. Źle się czuję w tamtych okolicach, nawet jeśli przyroda mnie urzekła. Nigdzie indziej nie widziałam takiej liczby bocianów, jak po drodze do skansenu w Ciechanowcu. Który, tak na marginesie, jest jednym z paru dobrych miejsc na jednodniowy wypad z Warszawy.

      To już wiem, dlaczego nie umiałam zrobić zdjęcia obcym ludziom ich aparatem. Nie byłam przeszkolona! :D

      Usuń
    5. "Trafiła Pani w sedno tarczy", że sparafrazuję klasyka ;)

      A co do tragicznych historii - rozumiem, bo mam podobnie na Muranowie i ciężko mi tam robić zdjęcia.

      Usuń
  6. Rozumiem, chociaż mnie akurat tam ciągnie. Nie umiem tego wyjaśnić, tak jest i tyle. Mirów, Muranów... To trochę inna skala, niż Podlasie. Tam jest pusto, wymazana historia. Tutaj są ślady, łatwiej je oswoić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wiem czy są ślady po getcie? adolfy postarały się, żeby nie został kamień na kamieniu, choć faktycznie znikomą część pamięci udało się przechować do dziś. Akurat do mnie losy stolicy mówią głośniej, niż historia Podlasia, pewnie przez konotacje rodzinne, bo o Podlasiu tylko czytałem, no i widziałem jak tam jest teraz, ale niczyjej osobistej relacji nie poznałem. Związków rodzinnych również tam nie posiadam, stąd bliżej mi do losów Warszawy, nie wartościując oczywiście, które były bardziej tragiczne.

      Usuń
    2. Są ślady, nawet jeśli, jak sam napisałeś, znikoma ich część. Mur na Siennej, szpital Bersohnów i Baumanów na Śliskiej, kamienica na Waliców, w której mieszkał Władysław Szlengel, Kamienica pod Zegarem na Chłodnej, gdzie mieszkał Adam Czerniaków, kopiec na Miłej, budynki na Stawkach przy Umschlaplatzu, ślady po dawnych Nalewkach za Arsenałem. Da się znaleźć pewnie jeszcze parę miejsc, sporo można o tym przeczytać. Mnie to wystarczy, żeby te okolice jakoś tam sobie oswoić, tym bardziej, że to moje rodzinne miasto. Na Podlasie patrzę inaczej, głównie przez pryzmat tego, co czytam o historii. A ta historia jest trudna, miejscami bardzo skomplikowana, często zakłamywana i jeszcze częściej zamiatana pod dywan. Nie potrafię podejść do tego bez emocji, nawet jeśli nie mam związku z danym miejscem, regionem, ludźmi, czy wydarzeniami.

      Usuń
    3. O tę znikomość mi chodzi właśnie. Do tego relacje osobiste, bo choć świadkowie już nie żyją, to pamięć pozostaje. Z Podlasiem czy innymi tragicznie doświadczonymi miejscami (a mamy ich w kraju niestety o wiele za dużo) takich relacji nie mam.

      Usuń
  7. Jejku, napisałam taki dobry komentarz i przez pomyłkę nacisnęłam "Wyloguj się" :/ Wszystko zniknęło. Szok i niedowierzanie, chyba pójdę popłakać w kącie.
    Prawdę mówiąc, nie chcę za bardzo rozwijać tematu, bo każde z nas ma swoje poglądy, być może różnie podchodzimy do historii i gdyby się okazało, że stoimy po dwóch stronach barykady, to jeszcze mogłabym dostać bana na komentarze. To w końcu Twój blog :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ten blog już sam jest historią ;)

      Nie sądzę, żebyśmy podchodzili różnie do historii - co najwyżej mamy różne podejście do jej 'upamiętniania'.

      Usuń
    2. A reszta jest milczeniem... Rozumiem, że mam się nie nastawiać na kolejne wpisy? *szloch*

      Ej, zaraz. Nie pisałam nic o upamiętnianiu. O 'upamiętnianiu' też nie. Chodziło mi o elementarną uczciwość historyczną. Emocje to sprawa drugorzędna.

      Usuń
    3. Ano raczej dalszych wpisów nie będzie, bo formuła mi się przejadła po raz kolejny, i chyba ostatni. Choć jak mawiają - nigdy nie mów nigdy ;-)

      "Upamiętnianie" jest w cudzysłowiu. A emocje to dla mnie akurat sprawa pierwszorzędna, bo niestety nie ma jednej historii, co widzimy (niestety!) na co dzień.

      Usuń
    4. Rozumiem :) Mam podobnie z różnymi swoimi aktywnościami, tylko u mnie jest obieg zamknięty. Przechodzę z jednej aktywności do drugiej i zanim znudzi mi się ostatnia, to ta pierwsza znowu zaczyna mi się podobać.

      Zauważyłam, że jest w cudzysłowie. Historia jest jedna, różna jest jej interpretacja, stosunek do niej, czy emocje. Ale fakty pozostają faktami. Taki przykład. Pisałam o tym w komentarzu, który mi się zepsuł po wylogowaniu. Byłam w skansenie w Ciechanowcu, oprowadzała nas przewodniczka. Mają tam taki dziwny system, że nie można samemu. Na trawniku leżały sobie macewy, jakiś pan zapytał co one tam robią, pani powiedziała, że to z cmentarza żydowskiego. To nie była część wycieczki, ot, pan zauważył, pani udzieliła zdawkowej informacji, tyle. Przez parę godzin zwiedzania nie padło ani jedno słowo o społeczności, która przed wojną stanowiła ok. 50% mieszkańców tych okolic. Fakty są takie, że ci ludzie tam żyli, tworzyli lokalny koloryt, mieli swój wkład w kulturę, kuchnię, bo przecież to wszystko się przenikało. I nie ma żadnej wzmianki na ten temat. Ważniejsze od moich emocji jest to, że nie ma uczciwości historycznej. Drugi przykład, który zirytował mnie jeszcze bardziej. Czytałam niedawno książkę "Tajemnica pana Cukra" Anny Kłys. Bohater pochodzi z Kałuszyna (to akurat Mazowsze), więc z ciekawości zaczęłam szukać jakichś informacji na temat tego miasta. To był przed wojną typowy sztetl, w latach 20. Żydzi stanowi ok. 80% mieszkańców (ten procent był w miarę stały od chyba XIX w). Weszłam na stronę urzędu miasta, zakładka "Historia i zabytki". Wiesz, ile było tam informacji na ten temat? Zero. Za to dużo kaplic i kościołów. To nie jest moja historia, nie jestem z Kałuszyna, nie jestem Żydówką i w sumie co mnie to obchodzi. A jednak irytuje mnie to, bo od zamykania oczu, historia się nie zmieni. Kurczę, chodzi o zwykłą, elementarną uczciwość.

      Usuń
    5. To, o czym piszesz, to właśnie jest polityka historyczna. Dlatego mówię skrótowo, że nie ma jednej, obiektywnej prawdy historycznej, bo ona zależy od okoliczności, które się zmieniają. Fakty są oczywiste, i z nimi się nie dyskutuje. Ale już ich przemilczanie, przeinaczanie czy po prostu swobodna interpretacja to jest nasz dzień dzisiejszy. Zresztą wcześniej było tak samo, tylko z przegięciem w inną stronę, więc mamy teraz coś w rodzaju odbicia. Ot, taka moja swobodna ocena.

      Usuń
    6. W jednych tematach jest odbicie, w innych jest powrót do PRL-u. Z wiekiem coraz mniej mam zrozumienia dla tworzenia mitów.

      Usuń
    7. Mitami żyje naród, że tak sobie bon-motnę. W sumie każdy, amerykański czy rosyjski też.

      Usuń
    8. Król jest nagi, że tak sobie ponuro zauważę.

      Usuń
    9. No ba! Tylko kto królem, a kto błaznem?

      Usuń
    10. "To bez kozery powiem pińcet!"

      Usuń
    11. Pińcet+
      I kto za to płaci?

      Usuń
    12. Pani płaci, Pan płaci... Społeczeństwo!

      Usuń
    13. Ale chodzi o to, żeby te plusy, a nawet pińcet plusy nie przesłaniały nam minusów.

      Usuń
    14. (Sprawdzić czy nie xiądz!)

      Usuń
    15. Tak pomyślałam, jak usłyszałam dziś dzwonek do drzwi. Prorok jakiś, czy co?

      Usuń
    16. Zasadniczo zawsze staram się mieć kwit!

      Usuń
    17. Na księdza? To chyba coś się ostatnio pozmieniało, niestety nie jestem na bieżąco w temacie przyjmowania kolędy. Odkąd ksiądz dobrodziej raczył pouczyć mnie w kwestii niewłaściwej telewizji, którą oglądam, przestałam utrzymywać z nim kontakty dyplomatyczne.

      Usuń
    18. Kwit zawsze warto mieć! A na kolędach się nie znam, na xiędzach zresztą też ;-)

      Usuń
    19. Nikt nie jest doskonały :)

      Usuń
    20. Wiem, wiem, ale nie rozmawiamy teraz o mnie :)

      Usuń
    21. No ba! Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów ;)

      Usuń
    22. I tu jest pies pogrzebany...

      Usuń
    23. Szczerość w naszym klubie to norma!

      Usuń
    24. Zaczyna się robić jak w polskim filmie...

      Usuń
    25. Dialogi niedobre...
      Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...